Dzisiaj
Małgorzata, Nikifor, Piotr,
Wiktor, Wiktoriusz,
Wrócisław
Szukaj
REKLAMA
Moje Konto
REKLAMA
Najnowsze
Baza Firm
bazy firm i organizacji)
REKLAMA
Forum
fajnygosc00 5.2.2012 23:12 |
fajnygosc00 5.2.2012 23:07 |
fajnygosc00 5.2.2012 23:02 |
pixie 29.1.2012 11:54 |
Agnieszka 26.1.2012 11:00 |
agradek 20.1.2012 4:20 |
Mihu 10.1.2012 22:53 |
REKLAMA
Ogłoszenia
WYDARZENIA
|
Eliminacje do Mistrzostw Polski w Kolbudac...
za 17 dni |
| Sport ZKPiG |
|
Grand Prix w Szachach Kowale 2011-2012
za 11 dni |
| Sport DK w Kowalach |
|
Podsumowanie projektu
za 2 dni |
| Społeczeństwo DK Kolbudy |
|
Gminne zespoły na scenie
było 5 dni temu |
| Koncert DK Kolbudy |
|
Grand Prix w Szachach Kowale 2011-2012
było 10 dni temu |
| Sport DK w Kowalach |
|
Luxtorpeda w Kolbudach
było 26 dni temu |
| Koncert DK Kolbudy |
|
Królowa Śniegu - spektakl muzyczny
było 29 dni temu |
| Kultura DK Kolbudy |
REKLAMA
REKLAMA
| Wiejskie Kluby PP |
|
| Wiadomości - Aktualności |
| Wpisany przez Administrator |
| środa, 28 grudnia 2011 18:31 |
|
Przychodzimy do sklepu w konkretnym celu. Robimy zakupy i wracamy do domu. Dla większości ludzi sklep i jego okolica to miejsce, które po wypełnieniu koszyka i zapłaceniu, chcą najzwyczajniej w świecie opuścić. Wracają do domu i to właśnie tam spędzają czas. Zajmują się domem, cieszą towarzystwem rodziny. Są jednak i tacy dla których to właśnie sklep i jego okolica są miejscem przeznaczenia a ludzie stojący tam razem z nimi – rodziną.
Żal patrzeć jak młodzi chłopcy razem z mężczyznami, którzy nie rzadko mogliby być ich ojcami lub też, o zgrozo! rzeczywiście nimi są, popijają piwo przy wejściu do sklepu. Za każdym razem kiedy przejeżdżam obok nich w Lublewie zadaję sobie pytanie: „Po co Oni tam stoją?".
Otóż stoją tam z wielu powodów. Jedni przychodzą pod sklep ponieważ nie mają innych zajęć. Inni dlatego, że tych zajęć mają za dużo i muszą się gdzieś przed nimi schować. Przychodzą bo żona odeszła do kogoś innego, bo dzieci płaczą. Tych „bo" jest nieskończenie dużo, można je mnożyć: bo za dużo zadali w szkole, bo po pracy nie mają co ze sobą zrobić, bo nie ma nic w telewizji, bo czują przemożną potrzebę porozmawiania w kolegami. Bo chcą wymierzyć komuś sprawiedliwość lub też chcą się po prostu napić. Piją jednak, jak sami deklarują, nie dlatego, że muszą a dlatego, że mają na to ochotę. Niektórzy nawet, Ci bardziej skromni, potrafią się przyznać do faktu, że może świętymi nie są ale alkoholikami na pewno też nie.
Piją bo lubią. Widać, że lubią. Niektórzy lubią tak bardzo, że alkohol sprowadza ich do parteru. Pozycja leżąca nie jest jednak, zdawać by się mogło, ludziom spoza owego „kółka wzajemnej adoracji", Klubu PP (Publicznie Pijących), najszczęśliwszą pozycją do przyjęcia pod sklepem. To ludzie o silnym charakterze. Nie przejmują się opinią na swój temat, nie czują na sobie ganiących spojrzeń innych ludzi. Niestety jednak mają zszarpane nerwy. Potrafią przyjąć każdą obelgę, nienawidzą jednak porównania do swoich, równie dużo pijących ojców. Nie wahają się, w obronie własnej godności w tym zakresie, wymierzania szeroko pojętej, sprawiedliwości.
Są swojego rodzaju ofiarami. Mają ciężkie życie. Nieważna jest pogoda, nie straszny im deszcz czy upał. Oni stoją wytrwale. Zdarza się, że czasem leżą. Mają wybiórczą pamięć. Owe „leżenia" potrafią jednak z niej skutecznie wymazać. Ci ludzie wzbudzają w obserwatorze sprzeczne uczucia. Jednocześnie się ich brzydzi i jest mu ich szkoda. Szkoda jest każdego człowieka, który się stoczył tak bardzo. Brzydzi się ponieważ leżą w błocie, śmierdzą. Ponieważ wie, że jak tylko wytrzeźwieją wrócą w to samo miejsce, w tym samym celu. Ci ludzie zdecydowanie są ofiarami. Ofiarami - nie problemów, z którymi nie potrafią sobie radzić a ofiarami samych siebie. Nie zawsze jest prawdą, że człowiekowi wilkiem jest inny człowiek. Oni sami są sobie wilkami. Tworzą stado wilków. Gryzą się i nawzajem liżą swoje rany.
W tej historii są jednak i prawdziwe ofiary. Nie mam na myśli żon, dzieci czy matek, którym oczywiście mocno współczuję. To są ofiary oczywiste i tym samym temat wielu książek dotyczących alkoholizmu czy współuzależnienia. Na potrzebę chwili dokonam szybkiego, roboczego podziału ofiar na ofiary „rodzinne" a więc oczywiste a także ofiary okoliczne, nie będące członkami rodziny delikwenta. Tymi ofiarami, o których zdaje się mało kto pamiętać są ludzie, którzy mieszkają w bliskim sąsiedztwie sklepów oraz innych miejsc, tak licznie uczęszczanych przez ludzi dotkniętych jakimś osobistym „bo". To Oni narażeni są na wysłuchiwanie awantur, oglądanie bijatyk, na wynoszenia w ogrodu pobitych butelek po piwie. Na wstyd spowodowany w końcu już nawet samym patrzeniem na to „nieszczęście". To Oni wzywają policję, ponieważ są na tyle bezradni, że nie widzą innej możliwości zapewnienia sobie spokoju. Za każdym razem wierzą, że ich koszmar się skończy. Prawda jest jednak taka, że następnego dnia, jak amen w pacierzu, awanturnicy wrócą w to samo miejsce. W końcu jakaś siła tych młodych pod sklep ciągnie a starych pod niego popycha. Dobrze by było by ta sama siła zaniosła im te butelki gdzieś z dala od zabudowań. Skoro chcą pić niech piją, bez narażania niewinnych ludzi na oglądanie ich upadku, tego w dosłownym znaczeniu słowa i tego w przenośni.
Autor: Aleksandra Górecka |





Komentarze
art. 14: "Dziennik ustaw"
Więc problem jest do rozwiązania